Eurowizji Junior nie będzie, a następna Eurowizja w… 2022 roku?

NA CZYM STOIMY?

Jest 14 kwietnia 2020 roku. Gdyby majowy konkurs odbywał się zgodnie z planem, śledzilibyśmy dziś pewnie doniesienia z placu budowy eurowizyjnej sceny. Za trochę ponad dwa tygodnie miały rozpocząć się próby, a za równo miesiąc czekalibyśmy w napięciu na drugi półfinał. Życie napisało jednak zupełnie inny scenariusz. Za nami jedne z najsmutniejszych świąt wielkanocnych w nowożytnej historii. Zamiast rodzinnych biesiad i wesołych rozmów, przy polskich stołach dominował smutek. Z pewnością też nie zabrakło pytania, które od pewnego czasu zadajemy sobie wszyscy – kiedy to wszystko się skończy?

Nie ma chyba dziś nikogo, kto jednoznacznie umiały odpowiedzieć na to pytanie. Bombardowani jesteśmy wyliczeniami i szacunkami ekspertów. Cały świat wszedł w niespotykany wcześniej tryb uśpienia, którego skutków nie jesteśmy w stanie dziś przewidzieć. Ale jedno jest pewne, kiedyś ruszyć po prostu musimy. Kolejne rządy państw ogłaszają, albo przymierzają się do ogłoszenia, planów stopniowego (bardzo ważne określenie) wybudzania gospodarek z letargu. Polski plan ma zacząć obowiązywać od 19 kwietnia, i dotyczyć przede wszystkim zakładów pracy i obiektów handlowych. I choć to oczywiście bardzo ważne, przyglądamy się tu tematowi z perspektywy Eurowizji, a więc imprezie masowej, na którą to zjeżdżają się delegacje i fani z całego kontynentu (ba, z całego świata).

CZY EUROWIZJA JUNIOR DOJDZIE DO SKUTKU?

Impreza masowa, na którą zjeżdżają się delegacje i fani z całego kontynentu. Brzmi cudownie, prawda? W warunkach normalnych z pewnością, dziś to brzmi jak przepis na katastrofę. Fani piłki nożnej z pewnością pamiętają mecz Atalanty z Valencią w ramach Ligi Mistrzów. Burmistrz Bergamo nazwał go po czasie bombą biologiczną, która z pewnością przyczyniła się do eskalacji zachorowań. Mecz “zero” zgromadził na stadionie w Mediolanie blisko 40 000 fanów właśnie z Bergamo, które uchodzi dziś za epicentrum pandemii w Italii.

Już wówczas zawieszano kolejne rozgrywki, imprezy sportowe i wydarzenia kulturalne. Na przykładzie tego  feralnego meczu widzimy, jak nieodpowiedzialna postawa organizatorów doprowadziła (z dużą dozą prawdopodobieństwa, choć na poszukiwanie winnych przyjdzie jeszcze czas) do katastrofy. No dobrze, ale co z tym Juniorem? Tu pojawia się problem. I choć konkurs zaplanowany jest na koniec listopada, to czy istnieje dziś ktokolwiek, kto z całą pewnością zapewni nas, że pandemia do tego czasu wygaśnie? I nawet jeśli tak, to czy organizacja tak wielkiego wydarzenia nie będzie kolejną tykającą bombą biologiczną? Nie ma co do tego żadnych wątpliwości, że ostatnią gałęzią “normalnego życia”, która zostanie nam przywrócona, będą właśnie imprezy masowe. Mało tego, na jesień prognozowana jest (także przez polskiego ministra zdrowia) tak zwana druga fala zachorowań. Zdaniem ekspertów, dopiero gdy szczepionka zostanie dopuszczona do powszechnego użycia (co poprzedzić muszą między innymi wielomiesięczne testy), wówczas będziemy mogli mówić o zwycięstwie ludzkości nad zarazą (oby tylko nie pyrrusowym). Czy stanie się to do listopada? Tego oczywiście nie wiem, ale jeśli miałbym postawić dziś swoje ostatnie pieniądze, z pewnością obstawiałbym, że Eurowizji Junior w tym roku nie będzie. Odpowiedzialność jest po prostu zbyt wielka. Nawet często krytykowana za swe działania Telewizja Polska nie jest aż tak szalona (przynajmniej mam taką nadzieję). A ostateczną decyzję i tak podejmie EBU (tak jak zrobiono to w przypadku “dorosłego” konkursu).

EUROWIZJA 2021 RÓWNIEŻ JEST ZAGROŻONA?

Umówmy się, odpowiadanie na to pytanie dziś, kiedy nie wiemy nawet, czy planowane na 10 maja Wybory Prezydenckie się odbędą (i w jakiej formie), jest wróżeniem z fusów. Ja też nie jestem żadnym autorytetem w tej kwestii. Ale są osoby, jak amerykański profesor Zeke Emanuel, którzy mogą w tej sprawie powiedzieć nieco więcej. W wywiadzie dla New York Times’a pada stwierdzenie, że realny wariant powrotu koncertów, konferencji i innych tego typu wydarzeń to jesień przyszłego roku. A to jak wiemy perspektywa niezwykle odległa. Co prawda, przewidywania te dotyczą Stanów Zjednoczonych, gdzie z powodu pandemii zmarło na chwilę obecną aż 23 tysiące osób (czyli tyle, ile mieszczą największe hale widowiskowe), ale z pewnością w Europie może być podobnie.

Musimy się więc nastawić, że odwołanie tegorocznej Eurowizji nie jest ostatnią dramatyczną decyzją związaną z konkursem. To na czym dziś powinniśmy się skupić, to walka z koronawirusem. Pamiętajmy, że nikt nie podejmuje decyzji o odwołaniu danego wydarzenia, bo tak mu się podoba, czy na podstawie niekorzystnego układu planet. W tych trudnych czasach, to na decydentach spoczywa ogromna odpowiedzialność, i to oni muszą podejmować często niepopularne decyzje. Dla bezpieczeństwa nas wszystkich. Aby cieszyć się Eurowizją, musimy najpierw żyć.

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *