Jeżeli nie Alicja, to tylko disco polo


Foto: Jan Bogacz / TVP

Za nami bardzo trudny rok. Pierwszy raz od zamierzchłego 1956 roku konkurs się nie odbył. Pandemia totalnie przeorganizowała nasze życie. Zamknęliśmy się w domach, przenieśliśmy pracę, szkołę i relacje międzyludzkie do sieci. W tym ciemnym tunelu widać jednak światełko. Jesteśmy dosłownie w przededniu startu dystrybucji szczepionki. Miesiąc temu, mimo wyjątkowo niesprzyjających warunków, udało się zorganizować Eurowizję Junior, i to na całkiem przyzwoitym poziomie. Bardzo powoli, ale jednak będziemy zmierzać ku normalności. Bez względu na wszystko, EBU postawiła sobie za cel, by przyszłoroczny konkurs się odbył. Być może bez publiczności w arenie, w skrajnym wypadku z występami z taśmy. Eurowizyjna maszyna jednak rusza. Przed nami bardzo intensywny okres. Mam szczerą nadzieję, że chociaż tym razem nie zostaniemy gdzieś z tyłu.

NA POCZĄTKU BYŁ CHAOS
Trudno opisać emocje, które towarzyszyły większości z nas, gdy EBU odwoływała konkurs. Jasne, o wirusie mówiło się od dobrych dwóch miesięcy. Mam jednak wrażenie, że od pierwszych potwierdzonych na starym kontynencie przypadków, do zamknięcia i odwołania prawie wszystkiego, minęło tak niewiele czasu, że większość z nas nie miała nawet jak się na to przygotować. Z czasem zaczęliśmy sobie jakoś radzić, adaptować do zmienionych warunków. Stąd też nikogo nie dziwiły ogłaszane przez kolejnych krajowych nadawców plany na kolejny rok. Część niedoszłych reprezentantów dostało drugą szansę z przysłowiowego automatu. Inni mieli mniej szczęścia, bo na bilet do Rotterdamu albo nie mają już żadnych szans, albo będą musieli powalczyć o niego w preselekcjach. Tylko w kilku państwach niewiadomo jeszcze nic. Wśród nich jest niestety Polska.

16 maja 2020, zamiast planowanego na ten dzień finału, odbył się specjalny koncert Eurovision: Shine A Light

Alicja Szemplińska ma ogromny talent, i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Zwyciężczyni The Voice of Poland miała reprezentować nas w Rotterdamie z balladą “Empires”. I tu zastrzeżeń mam już nieco więcej. Niemniej, zanim o piosence, warto zadać sobie jedno kluczowe pytanie. Dlaczego nie podjęto jeszcze żadnej decyzji? Co stoi na przeszkodzie, by powiedzieć “tak, chcemy Cię Alicjo, pracuj już nad piosenką”, albo “dziękujemy za Twoje poświęcenie, ale szukamy kogoś innego”? Gdzieś tam bardzo głęboko w sobie mam jeszcze nadzieję, że sama Alicja zna już werdykt. Ale czy gdyby tak było, to czy chodziłaby od wywiadu do wywiadu, i opowiadała, jak marzy o tym wyjeździe? Z góry przepraszam za tak niskie mniemanie o krajowym nadawcy. Ostatnie lata nie pozwalają mi myśleć inaczej.

WIEM, ŻE NIC NIE WIEM
To co wiemy na pewno, to to że “Empires” w Ahoy Arenie nie wybrzmi. Decyzja EBU jest jasna, i utwory starsze niż te opublikowane 1 września, podobnie jak ma to miejsce co roku, nie będą mogły startować. Z perspektywy czasu uważam, że jest to decyzja jak najbardziej słuszna. Nie dość że większość piosenek już się nam osłuchała (oczywiście są też i takie, które mogę słuchać w nieskończoność), to przecież duża część z nich i tak by się tam nie pojawiła. Z pewnością rodziłoby to zarzuty o nierównych szansach. Artyści z tak zwaną drugą szansą dostali ją także (a może przede wszystkim) w kwestii piosenki. Ile to już razy słyszałem opinie typu “Głos jak dzwon, ale piosenka jakby nietrafiona”, “On(a) ma ogromny potencjał, ale nie z tym utworem”. I może narażę się części eurowizyjnego środowiska, ale podobnie uważam o Alicji i jej Empires.

Piosenka sama w sobie jest poprawna. Klasyczna ballada, o całkiem ładnym tekście. Ale będąc szczerym, mając te sześć pominięć w Spotify, prawie zawsze gdy nadarzyła się taka okazja, jedno szło na Empires. Oczywiście na Eurowizji poza piosenką liczy się jeszcze multum innych rzeczy, ale jednak to ona jest podstawą. Ktoś mądry powiedział dawno temu, że o gustach się nie dyskutuje. I może ma racje. Zresztą, tak jak pisałem wcześniej, Empires to już historia, ciekawostka dla fanów i raptem przecinek w karierze Alicji, która z pewnością jest jej dana.

ODDECH
Pandemia. Chandra. Pustka i nicość. Jednym słowem, sytuacja nie do pozazdroszczenia. Podejdźmy do sprawy jak marketingowcy. Bez względu na liczby zachorowań i zgonów w maju, będziemy tym wszystkim już bardzo zmęczeni. Stąd trudno mi sobie wyobrazić, że Europejczyków chwytają za serce patetyczne utwory jak to my nie jesteśmy silni i wytrwali. Może to zabrzmi brutalnie, ale czas na to był mniej więcej podczas Światełka dla Europy. W maju będziemy chcieli się cieszyć, bawić. Próbować jak najszybciej o mijającym okresie zapomnieć. Zresztą, spójrzmy na to, kto wygrał Juniora. Ostatnie lata zdominowały utwory naprawdę bardzo wysokiej jakości, które z powodzeniem mogłyby walczyć o zwycięstwo w “dorosłej” wersji show. W 2020 nie dość że stawka była o wiele młodsza (co prawda nie mierzyłem tego, ale to chyba widać na przysłowiowe oko), to zwycięstwo cukierkowego J’imagine, prawdziwie dziecięcej piosenki, nie jest może zaskoczeniem, ale na pewno odstępstwem od trendu. Sam po sobie widzę, że normalnie od tych wszystkich tęcz i jednorożców rozbolałaby mnie głowa. A w tym roku jakoś tak człowiek pragnie nieco zaszaleć.

Nie wiem czy w maju będziemy bić się o zwycięstwo. Może znów wyczynem będzie dostać się do finału. Gdybym jednak to ja decydował o naszej piosence, dałbym się całkowicie ponieść. Powiedzieć że nie przepadam za disco polo, to jakby nic nie powiedzieć. Jest to dla mnie całkowite wypaczenie sensu muzyki, sprowadzenie jej do poruszania rytmicznie nóżką. Ale nie można być ignorantem. Gatunek ten jest integralną częścią naszej ojczyzny. Miliony Polaków słucha codziennie, jak to ona tańczy mając oczy zielone (czy jak to tam szło). Nasz świetny folk wysyłaliśmy już kilkakrotnie, ostatnio przecież w 2019 roku. Może przyszedł czas pokazać Europie naszego potworka? Bo jak nie teraz, to kiedy.

Od razu uspokajam. To Alicja była, jest i będzie dla mnie naturalnym i pierwszym wyborem. Ale jeśli zamiast niej znów mamy bawić się w tą nieszczęsną Szansę na Sukces, to błagam, spełnijmy ukryte marzenie Jacka Kurskiego, i wyślijmy do Rotterdamu disco polo. Oczywiście nie powinien być to pierwszy z brzegu utwór. Patrząc wstecz na ostatnie lata, sukces odnosiły głównie te, które mimo wszystko były naprawdę dobrze przygotowane i zaśpiewane. Nie wyobrażam sobie, by na scenę wyszedł taki zespół Bayer Full, i śpiewał o majteczkach w kropeczki. Stąd już prosta droga, by zjechać na drogę z napisem kicz. A tu zdarzyć się może wszystko, tam nie obowiązują żadne reguły! Rynek disco polo jest bardzo specyficzny, ale to czego nie można mu odmówić, to ilości gotówki, która tam przepływa. Co prawda pandemiczny okres mocno nadwyrężył budżety praktycznie wszystkich artystów, ale mam podejrzenia graniczące z pewnością, że gwiazdy takie jak Zenek Martyniuk na biedę nie narzekają 😉 Do czego zmierzam? Otóż może sam występ też nie byłby tak skromny, jak to mamy w zwyczaju.

Nie jestem analitykiem, piszę co podpowiada mi serce. A mówi mi ono, że w przyszłym roku sukces odniosą utwory lekkie, wesołe i przyjemne. Takim z pewnością nie jest Empires, i w ogóle nie powinniśmy iść w tym kierunku. I choć Alicja Szemplińska jest na samym początku swojej kariery (którą, podkreślam, niezmiennie jej wróżę), to w swoim dorobku ma różne utwory, nie tylko potężne patetyczne ballady. Wszystko rozbija się jednak o telewizję, bo my nadal nie znamy decyzji krajowego nadawcy. Jeśli więc Alicji nie będzie dane wystąpić w Rotterdamie (co, moim zdaniem, byłoby czymś w rodzaju zbrodni), to wyślijmy tam disco polo. Nic nam nie szkodzi. Na pewno nudno nie będzie.

Share

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *