5 lat Kurskiego w TVP – eurowizyjny bilans

8 stycznia 2016 roku były polityk i opozycjonista z czasów PRL Jacek Olgierd Kurski został Prezesem Zarządu Telewizji Polskiej S.A. Kilkanaście dni temu minęło więc równe pięć lat (z około półroczną przerwą w 2020) od momentu, w którym zasiadł on w prezesowskim fotelu. Pomijając – z olbrzymim trudem – polityczne zaangażowanie krajowego nadawcy w tymże okresie, przyjrzyjmy się mu w kontekście eurowizyjnym

Przełom 2015 i 2016 roku upłynął przy Woronicza i placu Powstańców pod znakiem przemian. Wielu dziennikarzy i pracowników stacji musiało pożegnać się z widzami, a na ich miejscu pojawiły się zupełnie nowe twarze. Początkowo, podobnie jak w dwóch poprzednich edycjach konkursu, mieliśmy wybrać swojego reprezentanta wewnętrznie. 25 stycznia 2016 nowe kierownictwo TVP1 poinformowało jednak, że wybór dokonany zostanie poprzez otwarte preselekcje. 5 marca tego samego roku w holu telewizji odbyły się Krajowe Eliminacje. Od strony muzycznej show stało na bardzo wysokim poziomie, który jak dotychczas nigdy się w naszym kraju nie powtórzył. O bilet do Sztokholmu walczyli między innymi Margaret, Natalia Szroeder, Kasia Moś, czy Edyta Górniak. Bezkonkurencyjny okazał się jednak Michał Szpak, który dwa miesiące później dał Polsce trzecie najlepsze miejsce w historii jej startów.

W tym samym roku zapadła decyzja o powrocie Polski na Eurowizję Junior. W tym przypadku również zorganizowano preselekcje, w których zwyciężyła Oliwia Wieczorek. Na Malcie wszystko zakończyło się na 11 miejscu, co z jednej strony stanowiło najlepszy wynik w historii naszych startów, ale z drugiej pozostawiało ogromny niedosyt.

Po stosunkowo dobrym dla fanów konkursu 2016 roku przyszedł nieco gorszy – 2017. To wtedy rozpoczęła się trwająca właściwie do dziś tradycja bardzo późnego ujawniania (w porównaniu z innymi państwami) wszelkich szczegółów związanych z wyborem naszych reprezentantów. Po dość przeciętnym show wysłaliśmy do Kijowa niezwykle utalentowaną Kasię Moś, która wyśpiewała nam miejsce w finale po raz czwarty z rzędu. Bardzo przyzwoity wynik “zrobiła” także Alicja Rega.

Schody zaczęły się w 2018, gdzie po już naprawdę bardzo słabych preselekcjach wysłaliśmy do Lizbony Lucasa Gromee’go. Chaotyczny i nieprzemyślany występ, a także wokalne potknięcia, przelały szalę goryczy. Po raz pierwszy od 2011 roku znaleźliśmy się poza finałem. Miłe zaskoczenie przyszło jesienią, gdy młodziutka Roksana Węgiel wygrała dla nas Eurowizję Junior. Co ważne, to sam Jacek Kurski postawił na zwyciężczynię The Voice Kids, i jak się później okazało – miał nosa. W kraju na kilka dni zapanowała euforia i “węglomania”. Konkurs przestał w Polsce kojarzyć się ze znanym z przełomu wieków kiczem i tandetą. Pokazaliśmy, że potrafimy wygrywać. Ile w tym zwycięstwie było przypadku a ile mobilizacji fanów to oczywiście kwestia dyskusyjna. Ale zostawmy te dywagacje historykom.

Po sukcesie Roksany stało się jasne, że i na “dorosłą” Eurowizję wybierzemy wewnętrznie. I tak też się stało. Do Tel Awiwu poleciał zespół Tulia. I choć na scenie zaczęło się w końcu dziać “coś” ciekawego, przez nienaturalnie dalekie ujęcia widzowie mogli mieć problem z tego dostrzeżeniem. Dziewczyny Europy nie podbiły, i tylko otarły się o awans. Według nieoficjalnych wyliczeń, gdyby nie wadliwe (odwrócone) głosy niektórych jurorów, finał byłby nasz. Kto wie, może mała karma za juniora? 😉 Same “Tulianki”, niczym Jeżow, zostały niestety bardzo szybko przy Woronicza 17 zapomniane. Kilka miesięcy później przyszedł czas na skanalizowanie pozytywnej energii, która wytworzyła się po zwycięstwie Roxie. Jako format zadebiutowała Szansa na Sukces. Trudno oprzeć się wrażeniu, że był to teatr tylko jednej aktorki. Do Gliwic pojechała więc Viki Gabor, która oczarowała cały kontynent, dając nam drugie zwycięstwo z rzędu.

Warto powiedzieć tu kilka słów o samej organizacji Juniora na Śląsku. Wydarzenie to z pewnością jest największym sukcesem ekipy Jacka Kurskiego. Doświadczenie w organizacji dużych wydarzeń plenerowych, jak chociażby osławiony Sylwester Marzeń (abstrahując od jakości samej muzyki) z pewnością przyniosło efekt. Rozpływać się nad naszym polskim juniorem można by naprawdę długo. To było po prostu świetne.

Niestety, bardzo szybko czar prysł. Kiedy jeszcze koronawirus był tylko ciekawostką, odbył się jeden z większych spektakli żenady w dziejach. Szansa na Sukces przekroczyła w bezczelności wszelkie możliwe granice, doprowadzając do wściekłości dużą część eurowizyjnej społeczności. Najbardziej poszkodowana w całej sytuacji była oczywiście Alicja Szemplińska, która stała się tylko narzędziem w rękach potężnej maszyny. Do Rotterdamu miała jechać z patetyczną balladą, ale jak wiadomo, konkurs został odwołany. Jesienią udało się Jackowi Kurskiemu doprowadzić do tego, by Junior się odbył. Raczej obyło się bez fajerwerków, ale trudno porównywać konkurs w tak specyficznych warunkach do chociażby poprzedniej edycji. W drugiej połowie stawki znalazła się Ala Tracz. Występ tradycyjnie nie należał do przemyślanych, niemniej tu warto powiedzieć o czymś innym. Presja jaką nakładała na młodziutką wokalistkę telewizja byłaby trudna do wytrzymania przez największych artystów, nie mówiąc już o 9-letniej dziewczynce. Chyba tylko dzięki mądrości rodziców udało uniknąć się twardego lądowania.

I tu dochodzimy do końcówki stycznia 2021 roku. Teoretycznie najbardziej prawdopodobne jest danie drugiej szansy Alicji Szemplińskiej. Należy mieć nadzieję, że sama zainteresowana zna już decyzję krajowego nadawcy, i w spokoju przygotowuje się do (miejmy nadzieję) wyjazdu do Rotterdamu. Skandalem jest jednak brak jakichkolwiek oficjalnych komunikatów na ten temat.

Z Jackiem Kurskim za sterami TVP z pewnością nie możemy się nudzić. Największym sukcesem dotychczasowej prezesury jest z pewnością perfekcyjnie przygotowany Junior w Gliwicach. Cieszyć może także to, że nie wycofaliśmy się z udziału w konkursie (przykładem choćby węgierskich politycznych “przyjaciół”). Sprowadzenie Voice Kids, niczym wybudowanie piłkarskiej akademii, bardzo szybko przyniosło plony. Niestety, zarówno komunikacja, profesjonalizm jak i umiejętność wyciągania wniosków leży i kwiczy. Większość naszych występów była słaba i niedopracowana, na czym tracili niestety całkiem przyzwoici artyści. Za samą Szansę na Sukces powinny polecieć gdzieś głowy. To trochę tak jakby wybierać wewnętrznie, jednocześnie zrzucając odpowiedzialność za ten wybór na widzów. Jeżeli miałbym pokusić się o wystawienie oceny, dałbym Jackowi Kurskiemu takie 3+ łamane na 4-. Raptem dwa dobre występy w ciągu całej kadencji nie pozwalają dać mi więcej. Na kolejne lata życzę zarówno prezesowi TVP jak i wam, byśmy zaczęli się przykładać. Za jakością i profesjonalizmem pójdą lepsze wyniki. Publiczność i jurorzy to doceniają.

Share

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *