(felieton) Sky Over Poland, czyli o Rafale Brzozowskim i narodzie słów kilka

Dziewiąta pięćdziesiąt pięć. Otwarte kilka kart w przeglądarce, napisane artykuły, posty i grafiki. W tle gdzieś tam leci Pytanie na Śniadanie. No dalej, gdzie ten Mateusz. Generalnie wszystko przygotowane do wielkiego ogłoszenia. Długo kazano nam czekać na jakiekolwiek informacje, to też nadzieje – podsycane przez plotki – były rozbudzone. Jeszcze tylko kącik kulinarny, a potem wszystko powinno być jasne. Jest, pojawił się! A wtedy…

Pierwsza reakcja? Nie chciało mi się nic pisać. Przełączyłem dwójkę na inny kanał. Artystę znam, piosenkę w zasadzie też. Szkoda czasu. Wstawić posty, i wracać myślami na wykład – taki był mój cel. Internet oczywiście wybuchł. Nazwisko Rafała Brzozowskiego w ciągu kilku chwil było już wszędzie. Twitter, Facebook, Instagram. Prześciganie się kto napisze śmieszniejszy czy bardziej wulgarny komentarz. Bo wiecie, Brzozowski. BRZOZOWSKI. Jeszcze w trakcie wykładu musiałem jechać coś załatwić, także na dobrą godzinę byłem odłączony od sieci. Po powrocie zastały mnie takie kwiatki jak, cytuję:

hejt zdecydowanie jest na miejscu (…)

czy

(…) Krytyka jak i hejt (bez gróźb) jest jak najbardziej uzasadniony.

Ktoś kiedyś powiedział mi, że znane osoby w Polsce muszą mieć grubą skórę. Idąc tym tokiem myślenia, reprezentanci muszą mieć chyba pancerz. Śledzę konkurs od 2014 roku i nie pamiętam ogłoszenia (czy to poprzez preselekcje, czy wewnętrznego), po którym nie wylałoby się wiadro pomyj. A że to ktoś mało znany, a że piosenka nie taka, a że kaleczy angielski, a że artysta nie umie śpiewać, a że po polsku to przecież nikt nie zrozumie, a że paznokcie pomalowane, a że w trzecim pokoleniu od strony sąsiada to tajny współpracownik za komuny… W tym roku poszliśmy jednak na absolutny rekord. Bo i będąc szczerym, Rafał Brzozowski jest najbardziej znanym reprezentantem (w chwili wyboru) co najmniej od czasów Cleo. Szansa na Sukces (aż mnie zimne dreszcze zalewają, gdy wspominam tą nazwę), The Voice, Taniec z Gwiazdami, Festiwal w Opolu, Krajowe Eliminacje czy ostatecznie Koło FortunyJaka to Melodia?. Znają go widzowie starsi, młodsi i ci w średnim wieku. Stosunek poszczególnych grup wiekowych do postaci Brzozowskiego jest oczywiście skrajnie różny, zwłaszcza w tak spolaryzowanym społeczeństwie. Sam niejednokrotnie odczuwałem ciarki żenady widząc jego popisy w Kole. Ale tak działa show-biznes.

Nie chciałem go jako reprezentanta, tak po prostu. Kojarzy mi się jednoznacznie z obecnymi władzami TVP, które, mówiąc lakonicznie, powinna czekać odpowiedzialność karna w przyszłości. Ostatecznie Brzozowski jest jednak człowiekiem takim jak my. Piosenka nie musi nam się podobać. Ba, krytykujmy. Mi za którymś podejściem nawet podeszła, ale przecież to indywidualna sprawa każdego widza czy słuchacza. Sam artysta również nie musi nas przekonywać. Mamy pełne prawo nie zgadzać się z takim wyborem nadawcy. Pełne. Ale czym innym jest konstruktywna krytyka, a czym innym to co wyrabiało się wczoraj w sieci. A usprawiedliwianie hejtu jest jedną z najbardziej obrzydliwych rzeczy jaką doświadczyłem od dawna. Naszym sportem narodowym jest narzekanie. Czasem mam wrażenie, że Polski nie zaleje woda z topniejących lodowców, bo wcześniej zrobi to żółć. Produkujemy ją na potęgę, a przecież nie przydaje się ona w energetyce czy rolnictwie. Przykład oczywiście idzie z góry. Kto śledzi od czasu do czasu politykę i najważniejsze media, ten doskonale wie o czym mowa.

Defekujemy kolejny już rok do własnego gniazda, wystarczy poczytać nasze komentarze pod międzynarodowymi postami czy w serwisie YouTube. Mniej obchodzi mnie, że tak zażartuję, zdanie mugoli w tym temacie. Dla nich Eurowizja zatrzymała się w erze kiczu na przełomie wieków, upadła natychmiast po zwycięstwie Conchity, okradła Górniak ze zwycięstwa, a tak ogólnie to Izrael nie leży w Europie. Ci wszyscy ludzie są oczywiście ponad takimi błahymi sprawami jak Eurowizja, ale jak przychodzi co do czego, są pierwszoligowymi ekspertami. Niesamowicie bawi mnie ich niedawna ofensywa o piosence kupionej od Szwedów. Tak działa przemysł muzyczny od bardzo dawna, to nie jest nic nadzwyczajnego. Najczęściej ci sami komentatorzy radzą, by wyłączyć tv, i włączyć myślenie – ale mniejsza o to. To jak jednak “zdziczeliśmy” wczoraj my fani, zapisze się czarnymi zgłoskami w naszej historii.

Bądźmy jednak uczciwi. Jeżeli ktoś myślał, że cały ten felieton będzie swoistym potępieniem grzechów, jest w błędzie. Absolutnie nic nie usprawiedliwia hejtu. Jeżeli chcemy by liczono się z naszym głosem, nie powinniśmy zniżać się do tak prymitywnego poziomu. Telewizja Polska zrobiła jednak bardzo wiele, by to tak właśnie wyglądało. Już sama sytuacja z Alicją Szemplińską, która – jeśli wierzyć jej wpisowi na Instagramie (a nie mam powodu, by tego nie robić) – została potraktowana makabrycznie. I tak jak cały rok oburzałem się, że my śmiertelnicy jeszcze nic nie wiemy, tak nie spodziewałem się, że Ala także. Podejrzewam, że o wszystkim zdecydowała piosenka. No dobra, ale był na to okrągły rok. Jeśli nie sama Szemplińska (z wytwórnią oczywiście), to przecież telewizja powinna jakoś pomóc. Nie mówimy o tygodniu czy dwóch (ekhm, klasyczny termin między publikacją regulaminu KE a terminem zgłoszeń). Mówimy o prawie roku między odwołaniem konkursu a terminem zgłoszeń. Inna sprawa, telewizja brała 3,69 zł za każdego SMS-a w finale Szansy na Sukces (znowu to samo uczucie). Dosłownie kilka dni temu publiczny nadawca rozpoczął nagonkę przeciwko wydawcy Tele Tygodnia, bo nie spodobały mu się wyniki Telekamer. Jednym z argumentów był właśnie wysoki koszt smsa (tak zgadliście, 3,69), który rzekomo przewyższa finansowe możliwości widzów stacji. Oczywiście absurdów przy Woronicza i Placu Powstańców są tysiące, ten jakoś szczególnie mi się spodobał. A pieniądze raczej do widzów nie wrócą.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Ciężko podsumować to co się dzieje. Pozostaje wierzyć w zmianę podejścia nowej ekipy odpowiedzialnej za konkurs, przyzwoity występ Rafała Brzozowskiego. Mam też nadzieję, że Alicja nie zrezygnuje ze swojego wielkiego marzenia, i kiedyś to ona pojedzie na Eurowizję. Jeżeli będziemy krytykować konstruktywnie, będą się z nami liczyć. Jeśli nasza reakcja rok w rok będzie taka jak wczoraj – nikt nie potraktuje nas poważnie. W 2021 już nic nie zmienimy. Nie istnieje coś takiego jak przymus kibicowania swojemu państwu. Do Rotterdamu pojedzie aż 39 delegacji, każdy może wybrać sobie swoich faworytów. Dziękuję dużej części fanów za naprawdę rzeczowe i merytoryczne podejście do tego wyboru – bo i takie oczywiście były. Ja za Rafała trzymam kciuki, tak po prostu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *